×

Bell, Desert Rose, Liquid Matt - Matowy Zawrót Głowy

Dzień Dobry,
poranek to jakieś nieporozumienie :P zresztą jak wczorajszy wieczór, miałam napisać to i owo, brakło internetu będzie trzeba dziś nadrobić.
A co w dzisiejszym poście? Bell i matowe pomadki z kolekcji Desert Rose,
zapraszam 


Marka ostatnimi czasy zaskakuje, bardzo pozytywnie, co rusz wypuszczają jakieś nowe ciekawe kosmetyki, które cieszą się dużym powodzeniem, a na dodatek można je kupić np w Biedronce. 
Kolekcja Desert Rose jest cudowna, pod względem wizualnym jak i jakościowo. Chętnie używam, rozświetlacz, bronzer, pomady do brwi czy matowe pomadki moje ulubione, kajal i topy do ust na większe wyjścia. A post, w którym pokazywałam te kosmetyki przeczytacie TUTAJ KLIK 


Matowe pomadki lubię nie od wczoraj, tutaj mamy trzy świetne kolory, idealne na teraz czyli jesień.
Moimi ulubionymi są te ciemniejsze, nude jakoś mało mnie przekonuję, jednak czasem kładę na usta i co? Czuję się jakbym ich nie miała :D Nie jest to wina Bell, tyko to że słabo wyglądam w takich odcieniach. 

Wracając do kolorów, tak się prezentują:


Piękne odcienie, prawda? 
Co mogę powiedzieć o nich? Wszystko!
Cena bardzo przystępna, teraz nie wiem czy jeszcze da, bo marka wypuściła nowości.
Opakowania typowo błyszczykowe, kremową pomadkę nakładamy za pomocą klasycznego, ściętego aplikatora, samo malowanie jest bardzo wygodne i bezproblemowe. 
Konsystencja jest dla mnie idealna, mam dwie pomadki tego typu od GR i dla mnie są beznadziejne, za rzadkie, rozlewają się na ustach( cena sporo wyższa), te nie. Po chwili ładnie zastygają do pełnego matu, kontur się nie rozlewa, jak zaznaczymy tak mamy ;) 
Trwałość też na wysokim poziomie, kilka godzin bez poprawek dają radę, zależy tez co jemy, na szybki wypad na szoping jest super, wracasz z ustami jak świeżo malowanymi ;)
Nie przesusza ust, warto przed zadbać bardziej o usta, żeby pomadka ładnie się prezentowała. 

Jeśli chodzi o zmywanie wystarczy zwykła nawilżana chustka czy płyn micelarny, schodzi bez większego wysiłku.


Teraz Wam się pokażę, uwaga! hihi Mój mąż woli mnie ww błyszczących wersjach i lekkich kolorach. Jakiś czas temu całą drogę do miasta marudził(30 km ) , jak ja wyglądam... no jak normalnie, tylko usta inne. Się nie zna i tyle... Tyle wystarczyło żeby się obraził, ale szybko mu minęło. 

O ten kolor była dyskusja :D Nosi numer 02 - Mnie się podoba, jest to zimny odcień, wpadający w fiolet, określiłabym go trupim, ma coś w sobie. Lubię fiolety w pomadkach i siebie w nich.

Teraz nudziak 03, nudno i tak czegoś brak, moja mina mówi sama za siebie, jak zbity pies :D
Tak przy okazji szalik w panterę umila mi czas, nabyłam w lumpie za 7 zł, musiał być mój.

Na sam koniec kolejny hitowy kolor, cieplejszy, bardzo wyrazisty, soczysty, pełen sexapilu ;) Numer 01 dla mnie tez Number One <3 ostatnio.




Zapomniałam tez dodać najważniejsze, mianowicie opakowania są śliczne, złoto dodaje im klasy i uroku. Póki co się nie starły, jednak wiem, że po jakimś czasie z poprzednich pomadek wszystko się ściera, szkoda bo to małe dzieła. Wczorajszym denku pokazałam jedną z ulubionych pomadek, która wygląda jak wygląda ;/  Jak się świecą to zdobią mi półkę ;) 

Teraz pytanie dla Was, który kolor najfajniejszy? Znacie, używacie?

Miłego Dnia :* 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny, za każdy komentarz, który powoduję uśmiech na mojej twarzy :)


Komentując wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych, które są między innymi wykorzystywane w analizie statystyk poprzez Google Analytics.

Blog nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies tak zwanych "ciasteczkach".

Oświadczam , że wszystkie zdjęcia, recenzje i prace wykorzystane na tym blogu są mojego autorstwa i są moją prywatną własnością. Kopiowanie , przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich .

Copyright © 2016 Kolorowy Świat Terii , Blogger